15 czerwca 2018

PRZYWRÓĆ NATURALNE PIĘKNO SWOJEJ SKÓRY Z LINIĄ LANCÔME VISIONNAIRE


Dzięki Visionnaire, marka Lancôme prowadzi wszystkie kobiety inną drogą. Na nowo tworzy obraz upływającego czasu i pokazuje kobietom, jak zachować naturalne piękno i nie poddać się oznakom upływającego czasu. Głównym zadaniem Visionnaire jest przeciwdziałanie pierwszym oznakom starzenia – niezależnie od ich postaci. 

Wychodząc naprzeciw potrzebom kobiet, które poszukują w pielęgnacji uczucia komfortu, a jednocześnie korekcji dla swojej cery, marka Lancôme stworzyła na nowo kultowy krem Visionnaire oraz wspaniałe serum Visionnaire Advanced Skin Corrector, które jest totalnym hitem tej serii. Serum nie tylko jest przeznaczone dla skóry dojrzałej ale w szczególności dla cery z rozszerzonymi porami i tak jak moja cera - z bliznami po trądziku. Po jego nałożeniu pory są niewidoczne a blizny praktycznie zniwelowane. Jest to oczywiście optyczne złudzenie bo rozszerzone pory  blizny nie znikają całkowicie ale ja jestem w szoku, że po jego nałożeniu na skórę może być ona piękna i gładka tak, jak gdybym miała nieskazitelną skórę. 



Serum ma lekką, żelową konsystencję, która idealnie rozprowadza się na naszej skórze i perfekcyjnie się wchłania pozostawiając ją gładką i aksamitną w dotyku. To pierwsze tak zaawansowane serum korygujące, które koryguje - zmarszczki, rozszerzone pory i niejednorodność cery, zapewniając efekt nieskazitelnej skóry. Jego konsystencja łatwo się wchłania pod wpływem dotyku opuszków palców, otulając skórę luksusowo-zmysłowym woalem. Cera w mig już po pierwszej aplikacji staje się miękka, jedwabista i sprężysta. Serum daje efekt mocno wygładzonej skóry, aż nigdy nie wierzyłam w to, że moja skóra może w końcu wyglądać dobrze o każdej porze dnia.

Osobom o poszarzałej, ziemistej cerze z przebarwieniami szczerze polecam peeling progresywny Lancome Visionnaire Crescendo
Kosmetyk ten zaprojektowano z myślą o rewitalizacji cery i zwalczaniu oznak starzenia: zmarszczek, ziemistego kolorytu i rozszerzonych porówVisionnaire Crescendo ma dwie fazy – każdą z nich należy stosować przez 14 nocy, aplikując na oczyszczoną twarz pod krem nawilżający. Całość składa się na kompletną kurację złuszczającą do stosowania w warunkach domowych. 



Peeling ma specyficzne, podwójne opakowanie – w każdej połówce znajduje się 15 ml płynnej fazy, którą dozuje się za pomocą pompki. Nadrukowane na buteleczce podziałki i półprzeźroczysty plastik, z którego jest wykonana, pozwalają na bieżąco obserwować ubytek produktu.Zgodnie z zaleceniem producenta zaczęłam kurację od fazy pierwszej. W jej skład wchodzą 5% kwasy owocowe i ekstrakt z łuski komosy ryżowej – wszystko o właściwościach złuszczających. Według opisu na opakowaniu, głównym celem tego etapu jest pobudzenie procesu odnowy komórkowej.
Przez kilka pierwszych dni od rozpoczęcia kuracji moja skóra była lekko zaczerwieniona – efekt uboczny działania kwasów, który faktycznie jest wymieniony w ulotce. Jednak cera dość szybko się przyzwyczaiła i problem bezpowrotnie zniknął. Muszę przyznać, że trochę obawiałam się suchych skórek, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca – codziennie po peelingu nakładałam krem nawilżający na noc, a w ciągu dnia dodatkowo stosowałam krem ochronny SPF50.
Efekty po stosowaniu fazy pierwszej zauważyłam po ok. tygodniu – skóra zaczęła się wygładzać, a ślady po zmianach słonecznych znikać. Po czternastu nocach z ciekawością przeszłam do fazy drugiej -  zawierającej 10% stężenie kwasów glikolowego i kwasu salicylowego, mającej ostatecznie zregenerować moją skóręFaza druga pod względem konsystencji jest taka sama, jak pierwsza – rzadka i wodnista, jednak tym razem o niebieskim zabarwieniu. Ma podobny zapach i wchłania się równie szybko. Tym razem, mimo zmiany stosowanej substancji, nie zauważyłam żadnej reakcji obronnej – wręcz przeciwnie, skóra bardzo dobrze „przyjęła” zmianę. Przez następne 14 dni jej wygląd zmieniał się już tylko na plus – bez żadnych efektów ubocznych.

Pomijając początkowe zaczerwienienie, moja skóra widocznie skorzystała na tym zabiegu – po 28 dniach jest gładsza i ma wyczuwalnie lepszą, bardziej napiętą strukturę. Koloryt uległ ujednoliceniu i rozjaśnieniu (ponieważ unikam opalenizny, jest to dla mnie duży plus). Zmarszczki mimiczne wokół ust stały się mniej widoczne. Mimo, że produkt jest określany jako "peeling progresywny", w rzeczywistości jest to zbilansowana kuracja kwasami – substancje aktywne i ich proporcje zostały dobrane na tyle starannie, że nie trzeba obawiać się nieprzyjemnych efektów ubocznychBrak widocznego łuszczenia i wysuszenia skóry sprawił, że Visionnaire Crescendo stosowałam z przyjemnością, nie martwiąc się o to, czy moja cera następnego dnia będzie w stanie wytrzymać standardową dawkę makijażu.

Seria Visionnaire to idealne połączenie luksusu marki Lancôme oraz tego, czego potrzebuje skóra dojrzała. Piękne i spójne opakowania sprawiają natomiast, że seria idealnie prezentuje się na naszej toaletce, lub na półce w łazience -Lancôme Visionnaire  to po prostu wizja piękna naszej skóry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję że odwiedzacie moją stronę. Nie zapomnijcie zostawić w komentarzu linka do swojego bloga abym mogła Was odwiedzić. Miłego dnia!

Thanks for your visit on my blog. Don't forget to leave your link so I can check out yours blog too! Have a great day!